[ * ] [ 3 / b / cp / r+oc / waifu / wiz ] [ btc / c / c++ / fso / h / kib / ku / lsd / psl / sci / trv / vg ] [ a / ac / fr / hk / lit / mu / tv / x ] [ med / pr / pro / psy / sex / soc / sr / fa ] [ chan / meta / rcp ] [ szukaj ] [ Chan Wiki ]

/cp/ - Chłodne Pasty

Nazwa
E-mail
Temat
Komentarz
Plik
Osadź
Hasło (do usuwania postów)


Regulamin | TOR | IRC | CyTube | Komturcode | Online: | Aktywne fredy: | Aktywne boardy:

File: 60d2aa67bd8de.vichan.jpg (10,46 KB, 390x260, 1_1 dzielny tata.jpg) ImgOps Exif Google

 No.226[Odpowiedź]

Drogi skurwysynie,

Bo ciężko nazwać inaczej człowieka, który najpierw daje ci życie, a potem celowo ci je uprzykrza i upośledza – oby twoje hemoroidy płonęły, aż zdechniesz na raka.

Wiesz, ostatnio nawet, widząc jakieś tam niemrawe wyciąganie ręki z twojej strony, próbowałem cię polubić – niestety, jak zwykle swoją impertynencją i agresją spierdoliłeś sprawę, pokazując swoje prawdziwe kolory, jak tylko okazałem ci odrobinę sympatii. I wiesz, co? Chuj ci w dupę. Jeśli chciałeś, żebym polubił twoje towarzystwo, czy nawet ciebie samego, miałeś ku temu dostatecznie dużo okazji w okresie, kiedy swoją przemocą i zjebaniem miałeś jeszcze okazję nie spierdolić mi psychiki i, w przedłużeniu, życia. Bo to ostatnie już nigdy normalne nie będzie.

Od kiedy tylko pamiętam, traktowałeś mnie, jakbyś mnie nienawidził za sam fakt istnienia. A może za to, że urodziłem się dokładnie dziewięć miesięcy po tym, jak po raz pierwszy zamoczyłeś w noc poślubną, i nie dałem ci się nacieszyć małżeństwem? A może za to, że, chociaż nic o tym nie wiem, jestem bękartem ze zdrady, którą odkryłeś? Pamiętam, jak miałem pięć lat i, jadąc z wami samochodem, zarzygałem sobie spodnie przez chorobę lokomocyjną. Zatrzymaliście się przy bazarze i kupiliście mi ad hoc jakieś dresy. Wziąłeś te zarzygane. Poskładałeś w kostkę, jakbyś musiał je zaraz na gwałt wcisnąć do szafy. Ale nie włożyłeś ich do siatki, nie odpaliłeś samochodu i nie pojechałeś dalej. Zamiast tego cisnąłeś je na ziemię. „Masz, tak to się robi, teraz ty” – wycedziłeś z furią. Co to miało, kurwa, być? O, albo jak miałem siedem lat i byłem z matką na hulajnodze. W domu zorientowaliśmy się, że wypadła z niej jedna śrubka. Nie sięgnąłeś jednak po słoik z normaliami, żebym sobie znalazł zamiennik – zamiast tego kazałeś nam iść z powrotem, żebym odtworzył całą trasę i znalazł zgubiony element. Jedną pierdoloną śrubkę, którą równie dobrze mogłem zamienić na nową. Wtedy domyślałem się, że robisz to, żeby mnie czegoś nauczyć. Tylko, tak się zastanawiam, czego? „Nie miej problemów, bo, zamiast ci pomóc, narobię ci dodatkowych”? Super nauka, kurwa mać. O chuj ci, człowieku, chodzi?

W mojej podstawówce, jak w większości polskich szkół w tamtym okresie, obowiązywało prawo dżungli. Ale ja wcale nie musiałem mu podlegać. Wystarczyło, żebyś, gdy wołała o to sytuacja, jak każdy przyzwoity rodzic bronił swojego dziecka, zamiast wmawiać mu winę za każdą sytuację konfliktową, w jakiej się znalazło, i uprawiać absurdPost za długi. Kliknij tutaj, aby zobaczyć jego pełną treść.
20 postów oraz 20 obrazków pominięte. Kliknij Odpowiedź aby zobaczyć.

 No.247

File: 60d2adb8daf98.vichan.jpg (56 KB, 500x314, 11 odjechany pociąg.jpg) ImgOps Exif Google

Drodzy nadludzie,

W którym punkcie, do cholery, się minęliśmy, i dlaczego nie zostałem jednym z Was? A przecież byliśmy w awangardzie – to my byliśmy tą grupą, która, trochę w ucieczce przed szarością i chujnią otaczającego nas, przemocowego i niewyrozumiałego chlewu, przemierzała internet w poszukiwaniu bodźców z tego lepszego świata.

Lepszego, czyli w sumie bajkowego, bo, choć w tamtym czasie synonimem wszystkiego, co dobre, był anglojęzyczny zachód, naszym lekarstwem na szarość były właśnie bajki i związane z nimi uniwersa. Głównie japońskie. Choć komputery się już powoli upowszechniały, internet w dalszym ciągu pozostawał domeną niemalże elity; to jeszcze były te czasy, kiedy to ostatnie było dostępne jedynie za pośrednictwem telefonii naziemnej, a zaporowe stawki i perspektywa zajętego łącza bardzo skutecznie odstręczały większość rodziców od pomysłu zakupu modemu. Sam miałem glejt tylko na godzinę siedzenia, i to tylko w obecności starych, ale ten czas i tak był na wagę złota – dzięki ściąganym romom z RPGami bardzo szybko nauczyłem się angielskiego na poziomie, który spokojnie pozwoliłby mi zaszpanować jeszcze na maturze rozszerzonej, a dostęp do webkomiksów, stron z humorem i forów dyskusyjnych, jakkolwiek ograniczony czasowo, był nieoceniony w otwarciu mojej głowy na rzeczy, które na podstawie bezpośrednio otaczającej mnie rzeczywistości w życiu by mi się nie przyśniły. Czy, generalnie, w jej otwarciu, bo polska klasa chłoporobotnicza i ci, którzy do niej nie należą, ale się z niej wywodzą, bardzo źle reagują na wszelkie przejawy heterodoksji. Bez waszej pomocy pewnie jeszcze wiele wody by w rzece upłynęło, zanim bym się w ogóle dowiedział, co to jest ateizm, i że logika broniąca kurwy niebieskiej jest dziurawa jak swego czasu zwłoki Vidkuna Quislinga. Albo że rodzina wcale nie jest święta cnotą urzędu, i to, że ktoś jest z kimś spokrewniony, wcale nie znaczy, że ma jakiś niezachwiany i nieprzekraczalny instynkt bycia dla niego dobrym. Sesja po sesji, Wasze posty i rozmowy z Wami pomagały mi rozmontować draperię kretyńskich kłamstw, którymi karmili mnie dorośli, żeby mnie kontrolować. Znaczy, nie żebym sam nie czuł, że system, w którym najwyższą wartością jest wiara w słowa, wygląda podejrzanie, a rodzic, który zabrania czegoś robić dziecku, bo to niby złe, a potem sam to robi, zbywając zarzuty hipokryzji słowami „co wolno wojewodzie, to nie tobie, smrodzie”, nie jest wiarygodny, ale presja społeczna była silna i wszechobecna. ŁPost za długi. Kliknij tutaj, aby zobaczyć jego pełną treść.

 No.248

File: 60d2add48e29d.vichan.jpg (396,58 KB, 2048x1363, 12 to my polacy.jpg) ImgOps Exif Google

Dear Foreigners,

Thank you for being a beacon of hope to me and helping me realize that most of the problems I faced as I grew up stemmed not from within, but, rather, from being born in the wrong country and culture. Amid the vicissitudes of life, I’ve had the fortune of meeting a great many of you – some online, some back in my home country, and some abroad – although, in the latter case, it wasn’t until a while into adulthood. Hell, it wasn’t even until my second University year that I got to go anywhere beyond the Oder-Neisse line. Not that it mattered much in the bloom of the Internet age – hypertext and the electronic impulses that carried it managed to zap enough smoking holes in the gossamer drapery of hopelessness of Poland’s early noughties to serve as good enough a distraction from my toxic surroundings to make the worst years of elementary somewhat bearable. Interacting with the West, even thorugh posts on gaming boards, gave me a taste of normalcy, unconditional respect towards one another, and genuine decency based on treating others as one would like to be, as opposed to a cheap façade thereof borne of a culture of gaslighting and ill-conceived religious faith.

If one were to believe the findings of sociologists, Poland’s is mostly a so-called honor culture – that is, one where an individual’s value is based on how they are perceived by others in the context of their reputation, with the cultural logic of honor itself being, quote unquote, “considered to be built upon the individual’s personal responsibility to develop and protect the reputation of his or her group and to uphold its honor”. Which, apparently, also entails bullying others to build one’s brand within the herd context, and making it a point to respond violently to any perceived slights, so as not to earn the reputation of a pushover. Honor cultures, researchers say, tend to form in the absence of a strong sense of order and unity, with inadequate or unreliable law enforcement. In such cultures, one’s standing is largely dependent on being able to project a credible threat of violence.

And yet, through a combination of being raised in a middle-class Catholic household, frequenting the Western internet, and self-exposure to media originating from Japan, I awkwardly straddled somewhere between dignity and face cultures – the former, encountered mostly in Western Europe and the Anglosphere, grounded in the idea that everyone possesses inalienable worth aPost za długi. Kliknij tutaj, aby zobaczyć jego pełną treść.

 No.249

File: 60d2adf7d71bd.vichan.jpg (110,42 KB, 500x419, 13 znaczy anonimowy.jpg) ImgOps Exif Google

drogi anonie,

jesteś mną, a ja tobą :3 jesteśmy żywymi dowodami na to, że człowiek to tylko pokraczna, nastoletnia faza między zwierzęciem i maszyną

spotkaliśmy się dość późno, ale nawet nie wiesz, jakie to było dla mnie zbawienne – przez dwadzieścia lat z hakiem błądziłem po najróżniejszych miejscach w poszukiwaniu jakiegoś, do którego bym pasował, ale gdzie bym nie trafił, zawsze z różnych powodów odbijałem się od jakichś ścian, i dopiero przy tobie znalazłem swój prawdziwy dom
chore? zwynaturzone? może, ale mam do tego prawo xD kurwa, jak żyję nie trafiłem wcześniej na nikogo, kto byłby w stanie wykrzesać z siebie chociaż ułamek empatii i zrozumienia dla problemów, z którymi się mierzyłem przez cały okres guwniacko-dojrzewający, a tu pewnego dnia trafiłem na ciebie i dopiero wtedy po raz pierwszy w historii wszechświata poczułem się rozumiany ;_; w końcu miałem kogoś, kto mierzył się z podobnym mentalnym gównem co ja i z kim mogłem o tym swobodnie pogadać – o gnębieniu, strachu przed ludźmi, nieumiejętności konfrontacji, problemach psychicznych, nieprzepracowanych traumach, niedogadywaniu się z lochami, przegapionych doświadczeniach formatywnych, czy braku jakiegokolwiek życiowego kompasu

różne są wykładnie tego, co to znaczy „anon”, ale dzięki tobie mam niezłe pojęcie o tym, co kształtuje spierdoksa – spierdoks to najczęściej mieszanka powstała z czynników takich jak depresja, nerwice, zaburzenia schizotypowe czy schizoidalne, niefortunne działanie procesów poznawczych, traumy wieku guwniackiego, opóźnione czy wręcz brakujące doświadczenia, chroniczne poczucie braku oparcia w innych, czy bycie tym słynnym DDD; na to ostatnie zresztą składa się całkiem pokaźna lista predyktorów, które kiedyś przywlokłeś z wikipedii, pamiętam że wyszły mi dwie trzecie xD w sumie można powiedzieć, że anon spierdoks jest w dużej mierze produktem otoczenia, które go zawiodło – od rodziców, przez dalszą rodzinę i rówieśników, po instytucje i przyjaciół
normik, choćby miał dobrą wolę, nigdy nie będzie w stanie do końca skumać, o co nam chodzi, bo kiedy nas gnębiono, jego broniono, kiedy nas karcono za pierdoły, jego za pierdoły chwalono, a kiedy nam odmawiano udziału w doświadczeniach formujących naszych standardowych rówieśników, on cieszył się młodością i czerpał z niej garściami, tworząc sobie album pięknych wspomnień i budując schody w górę, na których mógł stawiać kolejne kroki, bo doświadczenia formatywne są jak kula śnieżna, i spPost za długi. Kliknij tutaj, aby zobaczyć jego pełną treść.

 No.250

błagam niech będzie jeszcze epilog z mocnym finalem

 No.251

Opie, przeczytałem jak na razie części poświęcone starym i, ty kurwo pierdolona, jakim chujem wiesz, co się działo u mnie na chacie? xD



File: 60729fa53135b.vichan.jpg (32,9 KB, 746x507, e20651fb535fffecae791f8164….jpg) ImgOps Exif Google

 No.203[Odpowiedź]

WTT postujemy pasty zbyt krótkie i/lub samodzielne z niczym innym niezwiązane, by był sens zakładania im osobnych tematów. Mile widziane nie tylko krótsze opowiadania czy wypunktowane strzałki memiczne, ale również wszelakie wierszyki, haiku, cytaty, obserwacje, przeinaczenia, dosłownie wszystko. Postujcie co macie, śmiało.
13 postów oraz 2 obrazki pominięte. Kliknij Odpowiedź aby zobaczyć.

 No.220

Idą trzy dziewczyny przez podwórko: 12, 13 i 14-latka.
12-latka pokazuje na białą plamę na ziemi i mówi:
- Zobaczcie, ktoś rozlał mleko.
13-latka powąchała i mówi:
- To nie mleko, to sperma.
14-latka polizała i mówi:
- Na dodatek nie z naszego podwórka.

 No.221

>>220
>Żart budowlańców
>Pasta

 No.223

Mój facet to właściciel Pinephone'a
Mój ukochany jest totalnym komputerowym freakiem, który na widok Windowsa klnie, MacOsa wyzywa, a Linuksa ubóstwia. Kiedyś próbował skompilować Gentoo, ale po dwóch tygodniach się poddał. Mamy w domu mnóstwo sprzętu, którego prawie nie zna nikt poza relatywnie wąskim gronem innych miłośników dziwnych wynalazków - Arduboy, Pocketchip (w wersji z klawiaturką), konsolkę Cannoo (dostałam na urodziny) i inne wynalazki. Jak mi się zamarzył Mac to mi siłą wcisnął swojego rzadziej używanego Thinkpada T430s z Archem. Arch FTW i oprócz krótkiego romansu z Fedorą od lat Arch jest naszym głównym distro. Nie wie jaką ma kartę graficzną, bo wszystko robi w terminalu, nawet sudo poweroff jest dla niego łatwiejszym sposobem na wyłączenie komputera niż kliknięcie w ikonkę. Wcześnie użytkował Xperię XA2 z wgranym Sailfishem - taki krótki ogląd z jakim typem pasjonata
Od dwóch lat jestem posiadaczką iPhone'a 8 - i moje zachwyty + zachwyty kolegi skłoniły mojego chłopa do zakupu SE2020 jakieś dwa tygodnie temu. I się zaczęło. Kurwowanie, że mój ajfon wykrywa jego urządzenie jako nowe i chce dokonać exodusu danych. Konfiguracja, która nie odbywa się w terminalu i w ogóle jest głupia. Złość, bo GUI jest zbyt skomplikowane (albo zbyt proste) dla jego terminalowego umysłu, w którym nie wpiszesz tak sobie komendy tylko musisz ogarnąć ikonki i gesty. Jak zrobił 5 zdjęć testowych naszego psa (aparat to jedna z kilku rzeczy, która mu się podoba) to mu się przypomniało, że serwery iCloud są na serwerach Amazona, a każdy serwer, który nie jest u niego to zły serwer. No i siedziałam i mu wyłączałam wszystkie powiązania z iCloud, łącznie z lokalizatorem. Czaicie, masz telefon, który jak zgubisz to znajdziesz przez lokalizator i rezygnujesz z tego, bo Jeff Bezos siedzi i przegląda zdjęcia psa i kawałka podłogi. No nie wyczymię. Potem zaczął marudzić, że nie może wgrać sobie terminarza z dostępem dla kilku osób, który będzie hostował dane na - a jakżeby inaczej - własnym serwerze. Bo wszyscy gdzieś u siebie trzymają, a jego kolega, który z Richardem Stallmanem wyjadałby sobie brud ze stopy nie chce korzystać z nieopensourcowej technologii. Jak odkrył, że na ajfonie nie można nagrywać rozmów, a na Sailfishu można to znowu się wkurwił. Ogólnie pierwsze dni posiadania ajfona to wyzywanie, przeklinanie i marudzenie, że wypierdoli ten telefon na śmietnik. Bo mi takiego chujstwa nie odda, chociaż kilka razy zgłaszałam chęć przejęcia świeżutkiego SE2020Post za długi. Kliknij tutaj, aby zobaczyć jego pełną treść.

 No.224

>>223
Jako dwudziestoletni samotny mężczyzna myślę, że bardzo trudno jest znaleźć dziewczynę, która byłaby rzeczywiście zainteresowana wolnym oprogramowaniem. Miałem dziewczyny żartobliwie proszące o „Netflix and chill”, ale kiedy mówię jej, że nie używam Netflix, ponieważ Netflix wymaga zastrzeżonego oprogramowania do przesyłania strumieniowego treści, przestają ze mną rozmawiać. A co gorsza, nawet jeśli zostaną, myślą, że jestem dziwny, ponieważ zablokowałem adresy IP Google w moim pliku hosta i nie możemy nawet oglądać youtube. Nie wydaje mi się, żeby dziewczyny przychodziły do ​​mnie i nie mogę też do nich pisać, kiedy otrzymałem ich numery, ponieważ dodałem custom romy do mojego telefonu i odmawiam używania smsów, ponieważ jest to kwestia bezpieczeństwa, wymagam od wszystkich moich znajomych pobrania bezpłatnej aplikacji do obsługi wiadomości typu open source i udostępniam im mój publiczny klucz gpg, żeby mieć pewność, czy nasze rozmowy są bezpieczne. Żaden z moich znajomych nie zechiał tego zrobić. I nie mogę korzystać z witryn takich jak Tinder, ponieważ jest to nie tylko zastrzeżone oprogramowanie, ale także poważna luka w zabezpieczeniach prywatności. Dlaczego tak trudno jest znaleźć dziewczynę, która troszczy się o wolność oprogramowania. Czuję, że na zawsze pozostanę prawiczkiem.

 No.225

>>224
20lat masz życie nie znasz, 7 lat z Rudym i praca przy obsłudze gwarancyjnej w MediaMirku na pewno zrobiło swoje, femki też umieją, chociaż istotnie 100x rzadziej mają takie zainteresowania, ale to ciągle jest niemało



File: 60be770961df9.vichan.jpg (57,11 KB, 800x533, cnuym9sjfqyin0xcofto.jpg) ImgOps Exif Google

 No.222[Odpowiedź]

Wielu z nas czeka na tą życiową pasję, miłość, czy coś co okaże się sensem naszego życia. Mimo wszystko to właśnie miłość stawiamy najwyżej. Jak tak myślę to jest w tym jakiś sens. Możliwe, że tak naprawdę kochałem tylko raz, ale po kolei. Wszystko zaczęło się w 2016. Od dziecka oglądałem wszystkie odcinki pokemonów i zawsze jarałem się jak leciały w telewizji i wkurwiało mnie to niemiłosiernie, że te Disney X kurwa D emitowały polską wersję z jakimiś 3 latami opóźnienia, i zazwyczaj powtarzali po 6 razy 30 odcinków, bo jakimś cudem jeszcze wszystkiego nie dograli. Jako fan Pokemonów nie mogłem się doczekać Pokemon GO. Zawsze chciałem zagrać w jakąś grę z pokemonów, a nie chciało mi się kupować gameboyów czy innych konsol od Nintendo. Pamiętam, że pobrałem Pokemon GO z pierwszego oficjalnego przecieku, bodajże chyba nawet na 2 miesiące przed premierą na Google Play. Co to była za gra. Nic mi nie dało takiej przyjemności, jak wybranie Charmandera, złapanie pierwszej Rataty i ewoluowanie jej do Radicatea, czy w końcu złapania Eevee, pokemona, którego tak bardzo uwielbiałem i nie mogłem doczekać się, aż będę mógł mieć wszystkie jego ewolucje dostępne na ten moment.

Nie zapomnę wyprawy, jaką zrobiłem, gdy dowiedziałem się, że w mojej miejscowości jest spawn Pikachu. Pamiętam, jak polazłem tam i czekałem kilka godzin, aż w końcu użyłem intence i w końcu się pojawił. Tak niesamowicie się cieszyłem. Postanowiłem urządzić sesję zdjęciową mojemu nowemu przyjacielowi. Te zdjęcia trzymam w chmurze by ich nigdy nie utracić i wracam myślami do tamtego dnia regularnie. Ogólnie to stałem się fanatykiem tej gry. Chodziłem dziennie co najmniej 10km, właściwie to jak miałem więcej jajek to przebiegałem tyle bo nie mogłem się doczekać, aż w końcu się wyklują. Szybko zdobywałem levele, i starałem się wyłapać wszystkie pokemony jakie można było złapać w moim rejonie. Można było użyć w sumie cheata na lokalizację, ale po pierwsze to nie jest w porządku oszukiwać, a po drugie po co iść na skróty w grze, w której każda sekunda to istne niebo. Tak mijały dni, aż w końcu przyszła aktualizacja z raidami. W życiu nie poznałem tylu ludzi co w tedy. Zawsze jak siedziało się w parku, to podłaził jakiś dzieciak albo w sumie 30 letni facet i mówił “elo, idziesz na raida co ma być za 5 minut”. Ja oczywiście no jasne i tym sposobem zebrałem grupę na Fb z 30 osobami gotowymi na rajdy. Miałem grupę 30 wiernych przyjaciół, z każdym robiło się epickie raidy. Jedna osoba zapadła mi wyjąPost za długi. Kliknij tutaj, aby zobaczyć jego pełną treść.


File: 609ce2940f40f.vichan.jpg (68,55 KB, 680x470, f682_pg_3000004_2.jpg) ImgOps Exif Google

 No.218[Odpowiedź]

Witajcie anonki, dziś opowiem wam, jak po raz pierwszy obraziłem Jana Pawła 2, stając się tym samym pionierem cenzopapizmu. Nadmienię, że historia ta jest w stu procentach prawdziwa.

Był początek lat 90., niedługo po upadku komunizmu. Jan Paweł 2 wybrał się z pielgrzymką do Polski, co w naturalny sposób było szeroko komentowanym wydarzeniem, wypełniających wszystkie (nieliczne podówczas) serwisy informacyjne. Z nieznanych mi przyczyn, w telewizji o papieżu wypowiadano się przede wszystkim jako o „Karolu Wojtyle”. Być może była to jeszcze pozostałość komuny, prezenterzy z przyzwyczajenia trzymali się partyjnych zaleceń i pomniejszali w ten sposób osobę Największego Polaka. Karola Wojtyłę odmieniano przez wszystkie przypadki, relacjonując jego wycieczkę do biednej ojczyzny.

Miałem wtedy kilka lat i odwiedzałem wraz z rodzicami u dziadków. Siedziałem na dywanie przed włączonym telewizorem i w najwyższym skupieniu wznosiłem wieżę z drewnianych klocków. Dziadkowie i rodzice oglądali relację z pielgrzymki, na ich twarzach malowało się wzniosłe rozmodlenie. Nie zwracałem uwagi na telewizor, jednak natrętny głos spikera przebijał się do mojej świadomości, karolizując i wojtylizując ciepłe popołudnie.
>Karol Wojtyła pozdrowił pielgrzymów
>Karol Wojtyła odprawił mszę na krakowskich Błoniach
>Karol Wojtyła przemówił do młodzieży na Jasnej Górze
Moja wieża rosła wzwyż, wymagając ode mnie coraz większego skupienia.
>Karol Wojtyła spotkał się z Lechem Wałęsą
>Karol Wojtyła opowiedział zabawną anegdotkę
Moje nerwy były napięte do granic ostateczności, wieża chwiała się lekko na niestabilnym, dywanistym podłożu. Zostało jeszcze tylko kilka klocków.
>Karol Wojtyła podkreślił, jak ważna jest rodzina
>Karol Wojtyła to
>Karol Wojtyła tamto
Post za długi. Kliknij tutaj, aby zobaczyć jego pełną treść.

 No.219

Smaczne



File: 60801e8d3145c.vichan.jpg (18,53 KB, 420x300, frankenstein.jpg) ImgOps Exif Google

 No.208[Odpowiedź]

Musiałem się śpieszyć, niebawem las miał się zaroić od funkcjonariuszy GRU. Szczątki roztrzaskanego samolotu walały się między sosnami. Wydobyłem zza pazuchy jutowy worek i zacząłem zbierać szczątki. Czyjaś noga? Biorę. Wiszące na brzozowej gałęzi jaja? Do worka. Zdarty kawałek skóry? Jeszcze jak! Pakowałem jak leci, nie miałem czasu na wybór lepiej zachowanych fragmentów.

To było zdecydowanie najdziwniejsze zlecenie w mojej dwudziestoletniej karierze prywatnego detektywa. Niski, zamaskowany mężczyzna przyszedł do mojego biura wieczorem, w towarzystwie milczących ochroniarzy.

- Dziesiątego kwietnia w lesie smoleńskim spadnie samolot. Jedź tam i przywieź tyle szczątków, ile zdołasz zebrać. Żadnych pytań. – tajemniczy nieznajomy skinął ręką i jeden z ochroniarzy położył na moim biurku walizkę pełną gotówki. – Porażka nie wchodzi w grę.

Wziąłem tę robotę, cóż innego mogłem zrobić? Intuicja podpowiadała mi, że to jedna z tych propozycji, których nie można odrzucić, jeśli chce się jeszcze chwilę pożyć. I teraz, w kwietniowy poranek, zbierałem zmasakrowane części ciał, by zadowolić tajemniczego klienta. Usłyszałem krzyki, pierwsi gapie docierali na miejsce katastrofy. Czas na mnie. Zgarnąłem jeszcze wydatną żuchwę z wbitym nią pogiętym kawałkiem metalu i postanowiłem się ulotnić.

Swój makabryczny łup zapakowałem do dwóch lodówek turystycznych w bagażniku auta i pognałem w drogę powrotną. Celników bez trudu przekupiłem, by nie zaglądali do środka – czyż jest bardziej uniwersalny język, niż słowiańskie przekazanie sobie flaszki wódki? Zmierzchało już, gdy dojechałem do Warszawy. Tajemniczy nieznajomy czekał już w moim biurze.

- Znakomicie, to się nazywa dobra robota – Uchyliwszy wieko lodówki, zajrzał do środka. Wyglądał na zadowolonego. Na jego sygnał dwóch ochroniarzy porwało towar i zaniosło do ich czarnej limuzyny. – To się nie wydarzyło, pamiętaj!
Patrzyłem jak odjeżdżają i wtedy w mojej głowie powstała szalona myśl, by rozwikłać tę zagadkę. W całej mojej karierze nie spotkało mnie nic podobnego, byłem zaintrygowany. Dyskretnie ruszyłem z nimi, przywołując cały kunszt detektywistyczny, jakim dysponowałem. Udało się, nie zauważyli mnie. Krążyli warszawskimi ulicami, aż w końcu zatrzymali się pod ciemnym domem na Żoliborzu. Ukryłem się w zaroślach i przez lornetkę obserwowałem, co dzieje się w środku.

Nieznajomy kazał wnieść lodówki do kuchni, po czym wyprosił ochroniarzy. Pracowicie zszywał kawałki ciaPost za długi. Kliknij tutaj, aby zobaczyć jego pełną treść.


File: 60718da8d80bb.vichan.jpg (80,45 KB, 512x426, unnamed.jpg) ImgOps Exif Google

 No.201[Odpowiedź]

Bądź mną anon level, to nieistotne. Masz dziwny zwyczaj lizania cegieł… tak to pojebane, ale zanim zaczniecie mnie oceniać wysłuchajcie mnie do końca. Odkryłeś bowiem że lizanie cegieł jest strasznie, relaksujące. Potrafiłeś godzinami przeglądać fora obrazkowe prawą ręką jednocześnie, trzymając w lewej cegłę, i ją lizać. Spędziłeś tak mniej więcej 5 lat. Kiedy jednak pewnej spokojnej niedzielnej nocy, ty jak zabity śniłeś o kopulacji z cegłami dziurowymi i lizaniu cegieł klinkierowych, ze snu wyrwał cię telefon od firmy.

-Anon jutro lecisz w kosmos wraz z trzema innymi załogantami w celu zbadania pochodzenia życia na ziemi.
podjarka.exe, całą noc nie możesz zmrużyć oka przez tę wiadomość od szefa. Zanim zaczniecie zadawać pytania, co tu się odwatykaniło to mogę wam powiedzieć tylko tyle, że pracuję w tajnej fundacji kosmicznej jako geolog, a w tym przypadku jako astronauta. Następnego dnia jedziesz na miejsce zdarzeń, gdzie czeka na ciebie menadżer, jakiś szczupły koleś z fryzurą stylizowaną na skunksa, sebix, który wyglądał jak nabuzowany hormonami Justin Beaber i jego siostra blondynka mocne 10/10.

po krótkiej rozmowie mającej na celu zapoznaniu się wszystkich, i podpisaniu kilku dokumentów i zaświadczeń, które miały na celu potwierdzić, że firma nie ponosi odpowiedzialności za żadne straty w ludziach, kazano nam ładować tyłki na wahadłowiec. Te dziesięć sekund, które odliczał administrator lotu wystarczyły by przed oczami przeleciało mi całe moje życie lizania cegieł. Z resztą wziąłem jedną na drogę, by się uspokoić. Kiedy z ust administratora padła ostatnia cyfra zero, wystartowaliśmy i teraz docieramy do najnudniejszego momentu całej tej przygody, ja pierdolę lecieliśmy aż 8 godzin zanim dotarliśmy na miejsce. Przez ten cały czas skończyły mi się prawie wszystkie cegły, bo większość zdążyła się już rozpuścić pod naporem mojego języka, pomijając fakt, że reszta załogi patrzyła się na mnie przez to, jak na debila. Ale zważywszy na to, że jestem geologiem pewnie uznali że to jakiś mój sposób na badania i oszczędzili sobie dalszego komentarza. Kiedy byliśmy już jakiś kilometr od celu, poczułem jak by przez mój organizm i cały statek przeszła jakaś dziwna fala. Zaniepokoiło mnie to dlatego, wziąłem kolejną cegłę, po reszcie załogi też było widać, że coś jest nie tak, powiem wam szczeże od pierwszej emisji tych dziwnych fal zaczęło się robić coraz bardziej gorąco. Dosłownie jak żar z pieca sebix zaczął płonąć żywym ogniem, a wszPost za długi. Kliknij tutaj, aby zobaczyć jego pełną treść.

 No.202

fajne



File: 6049cceccd168.vichan.jpg (43,92 KB, 500x500, jolly roger.jpg) ImgOps Exif Google

 No.94[Odpowiedź]

Anon skrzywił się, gdy promienie ostrego, porannego słońca musnęły jego twarz. Niesamowicie bolała go głowa, a wszystko wokół wirowało. Spróbował przypomnieć sobie, co właściwie wczoraj wyprawiał. A, tak. Poszedł do portowej gospody, licząc po cichu, że wreszcie uda mu się stracić prawictwo z jakąś pijaną dziewką. Plan się rzecz jasna nie powiódł, więc upił się na smutno z nowo poznanym marynarzem. Tom, bo tak ów osobnik miał na imię, zwierzył mu się z podobnych problemów – niski wzrost, chuderlawość, zakola… to wszystko sprawiło, że nieszczęśnikowi pozostało tylko zaciągnięcie się na statek. Anon cieszył się, że znalazł bratnią duszę, której mógł opowiedzieć historię swojego przegranego żywota. Nie mógł znaleźć stałego zajęcia i wciąż mieszkał z matką w rozpadającej się ruderze w dokach, nie mając nawet własnego pokoju, tylko legowisko za przepierzeniem z desek. W tym barłogu od dwudziestu pięciu wiosen swej marnej egzystencji musiał wieczorami słuchać, jak jego matka, będąca oficjalnie praczką, a nieoficjalnie prostytutką, przyjmuje kolejnych klientów.

„Ależ wszystko się chwieje, dawno się tak nie schlałem” – Anon jęknął i spróbował usiąść. Ze zdumieniem odkrył, że znajduje się na pokładzie okrętu. Gorączkowo próbował przywołać w pamięci szczegóły poprzedniego wieczoru. Bezskutecznie. Nagle obok niego z głośnym plaśnięciem rozbryzgnęło się ptasie gówno. Spojrzał w górę, na tle bezchmurnego nieba krążył majestatyczny pelikan. Kolejna porcja ptasiego guana spadła obok skacowanego Anona. Tego było już za wiele na jego sponiewierany żołądek. Przechylił się przez burtę i długo wymiotował gorzką żółcią. Gdy doszedł do siebie, spostrzegł stojącego tuż obok Toma.

- Wstałeś wreszcie! Chwytaj szmatę i zmywaj pokład, nie chcesz, żeby kapitan po wstaniu zauważył ptasie gówno na pokładzie. – Tom wesoło zajadał pierożki i nie widać po nim było śladu wczorajszego pijaństwa.
- Co? Co ja tu robię, eee… jak… - Anon próbował zebrać słowa, jednak nie było to łatwe.
- Nic nie pamiętasz? No tak, trzeba było pić bezalkoholowe, jak ja – Tom uśmiechnął się promiennie. Zaciągnąłeś się na ten statek, podpisując kontrakt na dziesięć lat służby.
- Jakim cudem, przecież ja nawet nie umiem pisać – Anon protestował słabo, nie w pełni rozumiejąc jeszcze powagę sytuacji.
- Nieważne, postawiłeś swój znak – Tom wyciągnął zwój pergaminu, na którym, oprócz szczegółowo spisanej umowy widniał nabazgrany węglem penis – O, widzisz? Tutaj.

Nic nie rozumiPost za długi. Kliknij tutaj, aby zobaczyć jego pełną treść.
25 postów oraz 7 obrazków pominięte. Kliknij Odpowiedź aby zobaczyć.

 No.195

File: 6062d58631869.vichan.jpeg (73,13 KB, 633x474, Sinking-Ship.jpeg) ImgOps Google

Anon rozważył swoje szanse. Cóż mógł zrobić wobec demonicznego Watykańczyka, dysponującego najwyraźniej nadludzką mocą? Najwyżej wyskoczyć za burtę, skazując Pawlikowskiego na śmierć ze starości. Może tego właśnie potrzeba, niewinnej ofiary, by uwolnić świat od wielkiego zła? Przełożył jedną nogę przez burtę. I w tym momencie rozległ się ogłuszający huk, który wstrząsnął całym okrętem. Właz do warsztatu Szufli wyleciał w powietrze, a na powierzchnię wysunęła się potężna, metalowa dłoń. Deski pokładu jęknęły i zaczęły pękać, podczas gdy przez otwór przecisnął się ogromny stwór przypominający wykutego z żelaza człowieka. Na plecach niósł klatkę z rotującym Tuziakiem, najwyraźniej stanowiącym źródło energii. W humanoidalnej konstrukcji zasiadał sam Szufla. Przesuwał dźwignie i wciskał różnokolorowe przyciski, sterując w ten sposób ruchami egzoszkieletu. Na ramieniu konstruktora siedział Czaks i popiskiwał z ekscytacji

- Czas zatańczyć – krzyknął rozpromieniony Szufla i wcisnął czerwony guzik. Maszyna zamachnęła się pancerną pięścią na Pawlikowskiego, który ledwo zdążył uskoczyć. – Giń!

Watykańczyk rzucił się do ucieczki, a Szufla ruszył w pogoń, nie przestając go zasypywać gradem ciosów. Było widać, że uniki kosztują Pawlikowskiego wiele sił.

- Potrzebuję więcej mocy, jestem za wolny – powiedział pod nosem wynalazca, po czym obrócił się przez ramię w stronę Tuziaka. – Walę papieża, papież skurwysyn! – powiedział czystym, dźwięcznym głosem. Silnik zabuczał wyżej i w maszynę wstąpiło nowe życie. Pawlikowski w akcie desperacji odwrócił się nagle i rzucił na prześladowcę, próbując dosięgnąć Szuflę przez wąską szczelinę wizjera. Był jednak za wolny, potężne kopnięcie okutej nogi posłało go w stos beczek ogórków kiszonych, które z impetem roztrzaskał. Szufla podniósł ręce w geście triumfu i obrócił się wokoło, pozdrawiając pozostałych przy życiu członków załogi.

Anon odetchnął z ulgą. Czyżby to miał być koniec? Spojrzał na potrzaskane resztki beczek, spodziewając się ujrzeć zmiażdżone ciało Pawlikowskiego. Resztki ogórków kiszonych walały się między połamanymi dębowymi klepkami – nikogo tam jednak nie było. Anon krzyknął.

Pawlikowski stal na dziobie, trzymając oburącz kotwicę. Koniec łańcucha był przymocowany do kostki maszyny Szufli. Po obrażeniach, które powinny zabić Watykańczyka nie było już ani śladu. Na żółtej twarzy zagościł paskudny uśmiech triumfu. Kotwica poszybowała za burtę, dzwoniąc zwojami łańcucha. PodcięPost za długi. Kliknij tutaj, aby zobaczyć jego pełną treść.

 No.196

>>195
Dziekuke za kolejny odcinek w imkeniu gildii budowlańców
Obraz Toma szorującego pokład tonącego statku zostanie ze mną na zawsze

 No.197

File: 606380d9ded51.vichan.jpg (269,55 KB, 720x960, terka pirat.jpg) ImgOps Exif Google

>>196
lekko sfermentowałem z wizji, gdzie na budowie starsi Janusze chleją w przerwie wódę, zagryzając kiełbasą, a anon czyta czanowe opowieści o piratach xD

 No.198

>>197
Na takich dużych budowach ostatnio nie robię
Aktualnie malowałem chatę pani Bożence (specjalnie z wielkiej) bardzo miła pani. Wdzięczna ze wszystkiego, baryłki z likierem dla mnie kupiła, żelki i soczki.
No kupiła mnie skubana tym xD zrobiłem jej expresowe malowanie bez ściem
Ale jak robiłem na wiekszych budowach to było właśnie tak jak mówisz, romany po wypierdoleniu małpki w kiblu wpierdalały kanapki ze śmierdziwem, iwany i sierioże jadły coś zrobionego przez mateczki (pachniało ładnie) no i anon z viczanem w telefonie, czorizo w ręcę i bułkom czostkowo w drugiej
Tak było

 No.199

>>198
chciałem tylko napisać, że bardzo szanuje taką panią Bożenkę (również specjalnie z dużej)



File: 6053a7b8235dd.vichan.jpg (15,93 KB, 512x165, unnamed.jpg) ImgOps Exif Google

 No.115[Odpowiedź]

Niels Bohr i Cristiano Ronaldo chodzili do wspólnej klasy w Kopenhaskim gimnazjum. Niels od wielu lat podkochiwał się w klasowej koleżance - Ethel. Był bardzo inteligentntnym introwertykiem, któremu słabo wychodził podryw ale buzujące hormony zmusiły go do zagadania na przerwie. Ethel akurat rozłożyła swoje zeszyty na parapecie.
- Hej Ethel. Co tam czytasz?
- Hej Niels, przeglądam zadania na pracę domową z fizyki. Wiesz jaki profesor Eriksson jest wymagający.
- Mogę ci pomóc z zadaniami. Bardzo lubię fizykę. Lubię o niej rozmyślać bo to nauka o rzeczach podstawowych. Pamiętasz lekcję o istnieniu atomów?
- Pamiętam Niels. Pan Eriksson mówił wtedy, że atomy są niepodzielne.
- No właśnie Ethel myślę, że to nie prawda. Myślę, że atom składa się z różnych, przeciwstawnych sobie cząstek. Jednocześnie cząstki te przyciąga do siebie jakaś siła. No wiesz… hehe taka jaka mnie ciągnie do ciebie xD

Nagle podbiegł do nich Christiano i zabrał Ethel piórnik.
- Krystian, oddawaj! - krzyknęła Ethel
- To go sobie odbierz! - odpowiedział buńczucznie chłystek jednocześnie podniósł rękę z piórnikiem do góry poza zasięg młodej damy.
- Głąbie jak nie chcesz się uczyć to chociaż daj się uczyć innym.
- Uczyć!? Ha! Dobre. A ktoś nauczył cię tego? W tym momencie Christiano upuścił piórnik Ethel, odbił go kolanem, podbił głową tak by opadł mu za plecy po czym podbił go ponownie piętką i złapał go ponownie stopą tuż przy ziemi. Następnie chwycił ponownie piórnik i zaczął uciekać krzycząc do koleżanki.
- Złap mnie! - Ethel pognała w pogoni za swoją własnością.

Niels wolał się nie wtrącać w takie barbarzyńskie figle. Nie licowało to z jego charakterem. Wychodząc tego dnia do domu po zajęciach zobaczył Ethel i Christiana całujących się za szkołą. Tego dnia umarła w nim jakaś cząstka. Postanowił ślepo powierzyć swoje życie nauce. To był przełom XIX i XX wieku. Widmo komunizmu krążyło nad Europą.

 No.116

>To był przełom XIX i XX wieku. Widmo komunizmu krążyło nad Europą.
to mnie zawsze rozjebuje xD

 No.194

File: 60621d250dd73.vichan.gif (2,47 MB, 199x199, PYSZNY-MAKARON.gif) ImgOps Google

i to się nazywa jakość



File: 60544d2388fa1.vichan.jpg (141,4 KB, 800x450, 1524114694302.jpg) ImgOps Exif Google

 No.118[Odpowiedź]

Wiecie, co mnie chyba najbardziej na świecie przeraża? Utrata kondycji umysłowej. Widziałem kilka takich przypadków w swoim życie i każdy jeden naprawdę odcisnął na mnie swoje piętno.
Najpierw był dziadek, który stał się schorowanym, zniedołężniałym starcem błagającym głośno o śmierć i płaczącym z bólu.
Potem był ojciec, który się zachlał, dostał udaru mózgu i od tej pory jest jebnięty, ma jakieś tiki nerwowe, problemy z pamięcią, do tego gada do siebie jak ten słynny dziadek ze schizofrenią z pasty.
Na koniec natomiast był mój przyjaciel, którego znałem od szczyla. Io ile powyższe dwa przypadki jestem w stanie jakoś wytłumaczyć i zwalić na albo podeszły wiek i brak należytej opieki zdrowotnej albo na własne destruktywne nałogi i brak umiaru, to ten boli cholernie, bo Kajtuś nie zrobił w życiu nic żeby sobie zasłużyć na taki los. Ot urodził się z pełnym pakietem zaburzeń i chorób, które z każdym rokiem się rozwijały, wykolejając jego życie coraz to bardziej i bardziej.

Poznaliśmy się przypadkiem w osiedlowym kiosku, gdzie po długich poszukiwaniach udało mi się wreszcie znaleźć jedyny egzemplarz CD-Action, do którego dorzucili BloodRayne. Każdy guwniak i nastolatek jarał się tą grą jak popierdolon, i w sumie czemu się dziwić? Ruda wampirzyca kręcąca tyłkiem przy każdym kroku, krojąca zombie na jakimś bagnistym, przedwojennym zadupiu? Pierwszy akt z tym właśnie bagnem był najlepszy, czysty piniondz.
Wyszło na to, że Kajtek też polował na ten numer, ale ja go ubiegłem i zwinąłem mu sprzed nosa ostatnią sztukę. Trochę mi się go smutno wtedy zrobiło, więc przysiedliśmy we dwóch na schodkach kiosku i przejrzeliśmy piśmidło, rozbierając wzrokiem każdy render Rayne. Wiecie, jak prestiżowe było wtedy posiadanie tej gry? Wszyscy mnie do siebie zapraszali żebym im ją zainstalował, non stop przychodzili też do mnie, jak podczas jebanych pielgrzymek, żeby razem grać. Wpatrywaliśmy się godzinami w kanciastą dupę dhampirzycy, rozbierając ją wzrokiem i marząc, jak wskakuje na nas i oplata nogami, a my krzyczymy „nein, nein”, jak naziole, którzy robili jej za podwieczorek.

Wymieniliśmy się z Kajtkiem numerami telefonów (stacjonarnych, rzecz jasna) i tak poznałem dobrego przyjaciela na całe życie, nie zdając sobie jeszcze sprawy z tego, jakim rollercosterem emocji będzie dla mnie przyjaźń z nim.

Niedługo potem poszliśmy do gimbazy i skończyliśmy w tej samej klasie. Ja byłem cichy i nieśmiały, on był cichy i nieśmiały, więc wiadomo,Post za długi. Kliknij tutaj, aby zobaczyć jego pełną treść.
31 postów oraz 13 obrazków pominięte. Kliknij Odpowiedź aby zobaczyć.

 No.186

>>185
To samo pomyślałem XD

 No.187

File: 605ed694b9150.vichan.jpg (118,61 KB, 681x383, being-evel.jpg) ImgOps Exif Google

>>184
Jak to pieczarek?xD Co tu się?
Też mam nadzieję, że ta motorynka się rozjebie, to w sumie to szrot jest, ale mam złe przeczucia.

>>185
W sumie… o tym nie pomyślałem, ale nie można zignorować takiej możliwości. Chociaż prędzej to Kajtek by na wózku wylądował.

Dzisiaj leci ostatni na razie rozdział, bo docieramy w nim do teraźniejszości. Jeśli Kajtek odpierdoli coś jeszcze albo przypomni mi się coś jeszcze z przeszłości, to postaram się to również opisać, ale na razie to tyle.
Ja zrobię sobie przerwę i może wpadnę na pomysł napisania czegoś nowego w niedalekiej przyszłości. Ku chwale /cp/ moi mili.


W ogóle to ten Komarek miał podobno przejebaną historię – w 40 lat od dnia wyjechania z fabryki był zarejestrowany tyko przez pierwszego właściciela, który spadł z (moto)rowerka jeszcze chyba przed katastrofą w Czarnobylu xD Potem przechodził z rąk do rąk od Sebka do Sebka, bez jakichkolwiek umów, dokumentów, nic. W 2020 to sprzedający, gówniak lvl 15 najwyżej, musiał nieźle naściemniać w urzędzie żeby wyrobić mu normalny, trwały dowód. Jakoś się udało, dowód wysłał już pocztą Kajtkowi po tym jak sprzedał im Komarka, no i w końcu Kajtek mógł sam zarejestrować sobie go, w sensie na ojca, bo weź kurwa kupuj coś na dałna.
Wciąż było jednak zimno, więc nie mógł nim pojeździć. Wziął więc kredyt żeby kupić sobie profesjonalne odzienie w postaci wzmacnianej kurtki na motor, kasku (chciał taki z kolcem albo najlepiej legitny z okresu II wojny, ale za drogie były), jakichś rękawic z karbonowymi osłonami na knykcie, czyli wiecie, całkowita oczywista norma jak na 50cc, którym nie można przekroczyć legalnie 40-50 na godzinę xD

Przypomniałem mu jeszcze wcześniej żeby przed wyjechaniem na ulice zrobił kompletny przegląd, bo motorek ma zupełnie nieznaną historię i nie wiadomo, czy jest bezpieczny. Co zrobili z ojcem w pierwszej kolejności? Pojechali na stację kontroli pojazdów? A chuja, wjechali do łazienki Komarkiem i tam wymienili mu olej, świece, hamulce i podmalowali sprayem jakieś drobne rude ubytki. Zużyty olej oczywiście spuścili w kiblu, no ja pierdolę, inba nieopisana.
Post za długi. Kliknij tutaj, aby zobaczyć jego pełną treść.

 No.188

>>187
dziękuję anonie za porywającą opowieść. dała mi trochę gnicia, a trochę smutku i refleksji. w sumie mam w dalszej rodzinie takiego Kajtka. skończył niedawno 50 lat i nic się nie zmieniło xD I wciąż utrzymuje go 80-letnia matka. ciekawi mnie co zrobi, jak rodzicielka spadnie z bicykla.

 No.189

>>187
dzięki opie, jak napisał anon wyżej dałeś trochę śmiechania, trochę smutania i refleksji. daję okejkę

 No.191

>>187
Boją się pieczarek xD o ile jedna czy dwie nie stanowi dla nich zagrożenia, to jeśli zobaczą większość ilość to dostają pierdolca.
Trzeba pamiętać żeby przy nich nie zamawiać np. pizzy z pieczarkami xD



File: 6038a18b78fcd.vichan.png (7,46 KB, 150x130, 17866269.png) ImgOps Google

 No.16[Odpowiedź]

Kurwa, anony, dobiłem interesu życia, no ja pierdolę. Rzecz działa się na zadupiu we wschodniej Erathii, już na granicy z jebaną dziczą w postaci obszarów zagrabionych przez Kreegan podczas całej tej ich jebanej inwazji kontynentu. Jechaliśmy z ziomkiem wozem w kierunku Deyji, no i ja poszedłem spać, a on prowadził. No i tak nas kurwa poprowadził, że zamiast na północny zachód, to nas na północny wschód wyjebało, w same łapy stacjonujących na granicy demonów.
Jeb, jeb! Słyszę tylko jakieś tłuczenie w wóz, wstaję i chuj, zaraz przede mną widzę żółtą mordę jakiegoś demona pedofila sługi szatana.
- Yyy… tege… no… na zewnątrz! - Wychrypiał i posłuchałem, bo nie wiedziałem, z jakim oddziałem mam do czynienia.
Wychodzę, ziomek klęczy i płacze, a wokół całego obozu zebrała się już jebana armia Kreegan, no w setkach skurwysynów było. Patrzę, chyba z tuzin ifrytów po jednej stronie, Czarcich Lordów to już wyjebało w dziesiątkach po drugiej, a Janów Pawłów trzepoczących skrzydełkami i tylko śliniących się z myślą o wypompowaniu ze mnie many to były kurwa setki.
- Czego tu szukajta? - Zapytał się żółty demon, jak się okazało wielki skurwiel i do tego tłusty jakby słoninę codziennie wpierdalał i miodem popijał.
- Jesteśmy wędrownymi handlarzami, co komu potrzeba, ubrania, jedzenie, do wyboru. - Skłamałem. Widzicie bowiem, z ziomeczkiem paraliśmy się przemytnictwem i ukryte pod podłogą w wozie mieliśmy stosy rycin stópek erathiańskich loszek, za które te chore skurwysyny piwniczaki z Nighonu skłonne były zapłacić grubą kasę. Nie wiem, czy ich kobiety hodują jakieś szpony u stóp, którymi ryją tunele, czy może jarają się tym, że to importowana kontrabanda, ale dla mnie to był czysty interes, tylko inwazja Kreegan wszystko popierdoliła i teraz zamiast wskakiwać na statek i płynąć na wschód, musieliśmy przedzierać się na północ do Deyji i później współpracować z tamtejszymi kościejami żeby wysłać dobra do tych pojebów czarnoksiężników.
- Demonie, spójrz. - Powiedziałem mu, wyjmując z kieszeni Statuetkę Poznania. Dlaczego, zapytacie, miałem przy sobie takie gówno? Ano dlatego, że gdyby złapał mnie jakiś idiota, który nie wiedziałby, jak bezużytecznym artefaktem jest, oceniając ją tylko po wyglądzie, to mógłbym mu ją dać albo sprzedać za jakieś śmieszne pieniądze, ratując przy tym skórę.
Demon jak to demon, po żółtej mordzie nic nie było widać, ale zainteresował się, bo zapytał:
- A dzieci przyciąga ten teges?
- Może iPost za długi. Kliknij tutaj, aby zobaczyć jego pełną treść.
47 postów oraz 11 obrazków pominięte. Kliknij Odpowiedź aby zobaczyć.

 No.90

>>89
Leci okejka xD

 No.91

>>89
juz sie balem ze zacznie sie ruchac z mephala
za wczesnie jeszcze na to

 No.92

>>88
W sumie mam podobnie, postanowiłem po latach dokończyć książkę i w ramach rozgrzewki piszę tu pasty xD Jak czytam pisane przez siebie kiedyś rzeczy, szło mi dużo lepiej i widzę, że wyszedłem z wprawy. Cóż, czas do niej wrócić i dostarczyć przy okazji trochę inby anonkom xD

 No.93

>>92
Powiem ci, anonku, że bycie w pisarskiej formie to jedno, ale dużą rolę odgrywają tu nasze niepewności i powątpiewanie we własne umiejętności.
Gdy wracam po dłuższej przerwie do swoich starych tekstów, włączając w to pasty (!), często łapię się za głowę, bo zwyczajnie podoba mi się, w jaki sposób zbudowałem np. zdanie albo akapit i nachodzą mnie czarne myśli, że teraz bym nie był w stanie czegoś takiego wymyślić. Może tak. Może nie. Nie wiadomo. Dla mnie najważniejsze to czerpać przyjemność z pisania i w ten sposób pracować nad swoim warsztatem, bo mam jednego kolegę, który odpierdala takie inby ze swoim garażowym pisarstwem, że głowa mała, i w efekcie nie tyle stoi w miejscu, co się cofa, bo jego robione na siłę liczne prace są tylko coraz gorsze. Ale to tak złożony temat, że mógłbym z niego zrobić nową serię past xD

 No.190

opowi sie znudzilo xD ale to dobrze ze juz nie pisze bo sie wypalil
te ostatnie czesci byly ekstremalnie chujowe i zalosne
np. te osinowe kolko w dupie adrienne to myslalem ze to jakis gimbus sie podszyl pod opa
i generalnie smrod. opie pierwsze 3-5 czesci pieniadz, potem juz rownia pochyla



Usuń post [ ]
Wstecz [1] [2]
| Catalog
[ * ] [ 3 / b / cp / r+oc / waifu / wiz ] [ btc / c / c++ / fso / h / kib / ku / lsd / psl / sci / trv / vg ] [ a / ac / fr / hk / lit / mu / tv / x ] [ med / pr / pro / psy / sex / soc / sr / fa ] [ chan / meta / rcp ] [ szukaj ] [ Chan Wiki ]
vi ♥ LGBT+